Noc 3
Ból nie ustawał. Było to uczucie jakby miliony grubych igieł wbijało się w moje ciało, a następnie rany posypałoby się solą. Czy to już opętanie?
Rano obudziło mnie słońce delikatnie padające spod opuszczonych rolet. Było mi zimno. Za oknem zobaczyłam płatki śniegu.
Był maj.
Z niedowierzaniem patrzyłam się na biały puch osadzający się na zewnętrznym parapecie. Chciałam przysunąć się do okna, ale pasy, którymi byłam przypięta, a które zdejmowane były tylko dwa razy dziennie na około dziesięć minut, ograniczały mi ruch.
-To niemożliwe - ciągle powtarzałam sobie to w głowie.
Było to piękne i intrygujące, a zarazem dziwne i delikatnie przerażające.
Z każdym opadającym na ziemię płatkiem śniegu ból na ciele się nasilał. Powoli traciłam władzę nad ciałem. Nagle... Nie czułam ciała. Nie czułam siebie. Czy umarłam?
Ostatnie co zobaczyłam to ludzi, którzy powoli opadają na kolana w morzu krwi.
___
Przepraszam za wielką nieregularność jeśli chodzi o pojawianie się opowiadań. Dzisiaj napisałam coś krótkiego żeby móc napisać trochę dłuższą notkę dla Was.
Opowiadania niestety będę pojawiać się dosyć nieregularnie. Czasami z powodu braku weny, czasami po prostu nie mam czasu, a czasami mam dobry humor. Tak, dobry humor. Dużo łatwiej przychodzi mi pisanie, gdy mam zły humor. Mogę usiąść, wypłakać się i wyżyć. ^^
Jeśli czasami dostaniecie tego typu ^ bardzo mało creepy opowiadanie, to jest to znak, że napisałam coś lekkiego, w dobrym lub średnim humorze żeby delikatnie zapełnić lukę na blogu. Postaram się następnym napisać w najbliższym czasie coś, co będę miała na zapas w razie totalnego braku weny (nie jest to u mnie częsta sytuacja, jednak się zdarza). Mam nadzieję, że to zrozumiecie i nie zrazicie jeśli do czasu do czasu pojawi się coś "mało mrocznego". Dzięki za przeczytanie i do następnego! 666
Creepy Shit
poniedziałek, 2 stycznia 2017
czwartek, 22 grudnia 2016
Noc 2
Noc 2
Byłam w czymś zamknięta, zablokowana przez niewidzialne bariery. Niedużo pamiętam z tego snu. Wszystko było zamazane i widoczne jakby przez mgłę. Ból w klatce piersiowej się nasilał, a ja powoli opuszczałam się na kolana.
Rano zobaczyłam kilka blizn w okolicach piersi i na brzuchu. Gdy ich dotknęłam przeszły mnie ciarki i poczułam ukłucie w każdym miejscu mojego ciała. Ból był na tyle mocny, że prawie zerwałam się ze szpitalnego łóżka... Prawie, ponieważ moje ręce były przywiązane do łóżka niedługimi sznurkami, przez które mój ruch był ograniczony. Nogami nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Ciągle patrzyłam się w pusty, biały sufit i analizowałam co się tak naprawdę stało. Sen, wczorajsza operacja... To było za dużo, nie mogłam tego pojąć.
Po mojej prawej stronie stało urządzenie do kroplówki. Ciecz w woreczku nie była przeźroczysta, tak jak zawsze. Miała zielono-niebieskawy odcień. Szybko oderwałam wenflon przez co moje przedramię zaczęło krwawić.Wezwanie pielęgniarki było złym pomysłem, dlatego postanowiłam odwiązać nogi i spróbować uciec z tego miejsca. Nie miałam żadnego planu, było to za proste, ale cały czas miałam nadzieję, że mój koszmar się skończy. Po paru minutach udało mi się odwiązać jedną rękę, później drugą. Z nogami poszło ciężej, bo były przywiązane na grubą, mocno klejącą taśmą, a nie miałam pod ręką żadnych nożyczek. Spanikowałam i próbując rozedrzeć taśmę sklejałam ją jeszcze bardziej. Do sali weszła pielęgniarka, która natychmiast złapała mnie za nadgarstki i z ogromną siłą położyła na łóżku. Nic nie mówiąc przywiązała mnie dodatkowo taśmą i dokładnie sprawdziła, czy dobrze zamknęła drzwi, ale zapomniała o włożeniu mi ponownie wenflonu. Podejrzewałam, że to przez tę substancję tak bardzo źle się czułam i mdlałam, ale dlaczego wcześniej tego nie widziałam? Nie, to nie mogło być to. Miałam mętlik w głowie. Chciałam zasnąć, ale nie mogłam się uspokoić. Moje serce biło coraz szybciej.
___
Z racji nadchodzących świąt mam sporo wolnego czasu, więc postaram się częściej wrzucać opowiadania. Pamiętajcie, że jestem otwarta na wszelką krytykę i rady. Nie wiem czy do świąt się zobaczymy, więc już teraz życzę Wam wesołych świąt pełnych gore, krwi i flaczków! *mniejsze od trzy*
Byłam w czymś zamknięta, zablokowana przez niewidzialne bariery. Niedużo pamiętam z tego snu. Wszystko było zamazane i widoczne jakby przez mgłę. Ból w klatce piersiowej się nasilał, a ja powoli opuszczałam się na kolana.
Rano zobaczyłam kilka blizn w okolicach piersi i na brzuchu. Gdy ich dotknęłam przeszły mnie ciarki i poczułam ukłucie w każdym miejscu mojego ciała. Ból był na tyle mocny, że prawie zerwałam się ze szpitalnego łóżka... Prawie, ponieważ moje ręce były przywiązane do łóżka niedługimi sznurkami, przez które mój ruch był ograniczony. Nogami nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Ciągle patrzyłam się w pusty, biały sufit i analizowałam co się tak naprawdę stało. Sen, wczorajsza operacja... To było za dużo, nie mogłam tego pojąć.
Po mojej prawej stronie stało urządzenie do kroplówki. Ciecz w woreczku nie była przeźroczysta, tak jak zawsze. Miała zielono-niebieskawy odcień. Szybko oderwałam wenflon przez co moje przedramię zaczęło krwawić.Wezwanie pielęgniarki było złym pomysłem, dlatego postanowiłam odwiązać nogi i spróbować uciec z tego miejsca. Nie miałam żadnego planu, było to za proste, ale cały czas miałam nadzieję, że mój koszmar się skończy. Po paru minutach udało mi się odwiązać jedną rękę, później drugą. Z nogami poszło ciężej, bo były przywiązane na grubą, mocno klejącą taśmą, a nie miałam pod ręką żadnych nożyczek. Spanikowałam i próbując rozedrzeć taśmę sklejałam ją jeszcze bardziej. Do sali weszła pielęgniarka, która natychmiast złapała mnie za nadgarstki i z ogromną siłą położyła na łóżku. Nic nie mówiąc przywiązała mnie dodatkowo taśmą i dokładnie sprawdziła, czy dobrze zamknęła drzwi, ale zapomniała o włożeniu mi ponownie wenflonu. Podejrzewałam, że to przez tę substancję tak bardzo źle się czułam i mdlałam, ale dlaczego wcześniej tego nie widziałam? Nie, to nie mogło być to. Miałam mętlik w głowie. Chciałam zasnąć, ale nie mogłam się uspokoić. Moje serce biło coraz szybciej.
___
Z racji nadchodzących świąt mam sporo wolnego czasu, więc postaram się częściej wrzucać opowiadania. Pamiętajcie, że jestem otwarta na wszelką krytykę i rady. Nie wiem czy do świąt się zobaczymy, więc już teraz życzę Wam wesołych świąt pełnych gore, krwi i flaczków! *mniejsze od trzy*
środa, 21 grudnia 2016
Noc 1
Noc 1
Biegłam. Ciemność. Biegłam. Ciemność.
Czułam jakbym przemieszczała się po pustej przestrzeni... Jakkolwiek by to nie brzmiało. Wszędzie widziałam ciemność. Jedną, wielką, głęboką otchłań, z której nie mogłam się wydostać. Czułam ucisk w klatce piersiowej. Dalej biegłam, a może tylko mi się zdawało...
Po tej nocy dużo myślałam. Nad snami, ich znaczeniem... Dalej czuję ucisk w klatce piersiowej, jednak bardziej nasilony. Wezwałam pielęgniarkę. Zemdlałam.
Obudziłam się na sali. Czułam jak zimny skalpel powoli rozcina moją skórę. Nie wiedziałam co się dzieje, nie mogłam się ruszyć. Tłumiłam w sobie ten okropny ból, który dawał mi lekkie ukojenie. Nie mogłam zamknąć oczu, opierało się to na zasadzie Ludovico technique. Patrzyłam na to jak powoli rozcinają mi klatkę piersiową. Krew delikatnie ciekła po żebrach, była bardzo gęsta. Próbowałam na to nie patrzeć jednak moja głowa leżała pod takim kątem, że nie mogłam nic zrobić. Skalpel wbijał się coraz głębiej, a mi zaszkliły się oczy.
-Tylko nie płacz - myślałam.
Chirurdzy nawet nie spojrzeli na moją twarz. Nie mogłam pokazać, że już nie śpię, że wszystko czuję. Prawie zemdlałam z bólu, jednak co jakiś czas pielęgniarka dawała mi zastrzyk w nadgarstek, przez który było to niemożliwe. Ta substancja była bardzo pobudzająca, ale ja myślałam, że nie przeżyję tej operacji. Krew powoli przestała sączyć się z ran. Czy moje serce nadal pracuje? Lekarze pierwszy raz szepnęli coś do siebie i zaczęli robić mi reanimację na otwartej klatce. Dlaczego nikt nie spojrzał na moją twarz? Nie zobaczył, że cierpię i że żyję? Przy reanimacji chciałam umrzeć. Ciągłe naciskanie na otwarte rany sprawiało, że z bólu zaczęła boleć mnie głowa i powoli mdlałam mimo silnych środków. Nie pamiętam nic więcej, ale wiem, że wszystko czułam. Każdy ruch skalpela, każdy dotyk dłoni, każdy oddech w pomieszczeniu...
___
Cześć!
Tutaj Mitsu i liczę na konstruktywną krytykę oraz porady co do początku mojego opowiadania. Jeśli zacznę zamieszczać to na wattpadzie, to z pewnością dam do niego link. Mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej i zaobserwujecie większe lub mniejsze zmiany jeśli chodzi o pisanie, bo zależy mi na rozwijaniu się w tym kierunku. Z góry dziękuję. :)
Biegłam. Ciemność. Biegłam. Ciemność.
Czułam jakbym przemieszczała się po pustej przestrzeni... Jakkolwiek by to nie brzmiało. Wszędzie widziałam ciemność. Jedną, wielką, głęboką otchłań, z której nie mogłam się wydostać. Czułam ucisk w klatce piersiowej. Dalej biegłam, a może tylko mi się zdawało...
Po tej nocy dużo myślałam. Nad snami, ich znaczeniem... Dalej czuję ucisk w klatce piersiowej, jednak bardziej nasilony. Wezwałam pielęgniarkę. Zemdlałam.
Obudziłam się na sali. Czułam jak zimny skalpel powoli rozcina moją skórę. Nie wiedziałam co się dzieje, nie mogłam się ruszyć. Tłumiłam w sobie ten okropny ból, który dawał mi lekkie ukojenie. Nie mogłam zamknąć oczu, opierało się to na zasadzie Ludovico technique. Patrzyłam na to jak powoli rozcinają mi klatkę piersiową. Krew delikatnie ciekła po żebrach, była bardzo gęsta. Próbowałam na to nie patrzeć jednak moja głowa leżała pod takim kątem, że nie mogłam nic zrobić. Skalpel wbijał się coraz głębiej, a mi zaszkliły się oczy.
-Tylko nie płacz - myślałam.
Chirurdzy nawet nie spojrzeli na moją twarz. Nie mogłam pokazać, że już nie śpię, że wszystko czuję. Prawie zemdlałam z bólu, jednak co jakiś czas pielęgniarka dawała mi zastrzyk w nadgarstek, przez który było to niemożliwe. Ta substancja była bardzo pobudzająca, ale ja myślałam, że nie przeżyję tej operacji. Krew powoli przestała sączyć się z ran. Czy moje serce nadal pracuje? Lekarze pierwszy raz szepnęli coś do siebie i zaczęli robić mi reanimację na otwartej klatce. Dlaczego nikt nie spojrzał na moją twarz? Nie zobaczył, że cierpię i że żyję? Przy reanimacji chciałam umrzeć. Ciągłe naciskanie na otwarte rany sprawiało, że z bólu zaczęła boleć mnie głowa i powoli mdlałam mimo silnych środków. Nie pamiętam nic więcej, ale wiem, że wszystko czułam. Każdy ruch skalpela, każdy dotyk dłoni, każdy oddech w pomieszczeniu...
___
Cześć!
Tutaj Mitsu i liczę na konstruktywną krytykę oraz porady co do początku mojego opowiadania. Jeśli zacznę zamieszczać to na wattpadzie, to z pewnością dam do niego link. Mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej i zaobserwujecie większe lub mniejsze zmiany jeśli chodzi o pisanie, bo zależy mi na rozwijaniu się w tym kierunku. Z góry dziękuję. :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)