Noc 3
Ból nie ustawał. Było to uczucie jakby miliony grubych igieł wbijało się w moje ciało, a następnie rany posypałoby się solą. Czy to już opętanie?
Rano obudziło mnie słońce delikatnie padające spod opuszczonych rolet. Było mi zimno. Za oknem zobaczyłam płatki śniegu.
Był maj.
Z niedowierzaniem patrzyłam się na biały puch osadzający się na zewnętrznym parapecie. Chciałam przysunąć się do okna, ale pasy, którymi byłam przypięta, a które zdejmowane były tylko dwa razy dziennie na około dziesięć minut, ograniczały mi ruch.
-To niemożliwe - ciągle powtarzałam sobie to w głowie.
Było to piękne i intrygujące, a zarazem dziwne i delikatnie przerażające.
Z każdym opadającym na ziemię płatkiem śniegu ból na ciele się nasilał. Powoli traciłam władzę nad ciałem. Nagle... Nie czułam ciała. Nie czułam siebie. Czy umarłam?
Ostatnie co zobaczyłam to ludzi, którzy powoli opadają na kolana w morzu krwi.
___
Przepraszam za wielką nieregularność jeśli chodzi o pojawianie się opowiadań. Dzisiaj napisałam coś krótkiego żeby móc napisać trochę dłuższą notkę dla Was.
Opowiadania niestety będę pojawiać się dosyć nieregularnie. Czasami z powodu braku weny, czasami po prostu nie mam czasu, a czasami mam dobry humor. Tak, dobry humor. Dużo łatwiej przychodzi mi pisanie, gdy mam zły humor. Mogę usiąść, wypłakać się i wyżyć. ^^
Jeśli czasami dostaniecie tego typu ^ bardzo mało creepy opowiadanie, to jest to znak, że napisałam coś lekkiego, w dobrym lub średnim humorze żeby delikatnie zapełnić lukę na blogu. Postaram się następnym napisać w najbliższym czasie coś, co będę miała na zapas w razie totalnego braku weny (nie jest to u mnie częsta sytuacja, jednak się zdarza). Mam nadzieję, że to zrozumiecie i nie zrazicie jeśli do czasu do czasu pojawi się coś "mało mrocznego". Dzięki za przeczytanie i do następnego! 666